Temat tego wpisu wymyśliłem już ponad tydzień temu. Siedział on w mojej głowie i czekał na uwolnienie. Tematem ma być wena w codziennym życiu i tu się pojawia paradoks, bo pomimo znajomości tematu posta i zebranego materiału, nie mogę znaleźć w sobie weny, aby go rozpocząć. Właściwie, jest to dobry początek, który skłonił mnie do dalszych przemyśleń. Co determinuję wenę, a także czy w ogóle wena imagesistnieje czy może na przykład mój aktualny brak weny spowodowany był nazwijmy to „blokadą startową”?

Widzicie? Udało się stworzyć wstęp, zarysowujący Wam treść posta. Teraz już wiem, że reszta to tylko rozwinięcie tych myśli w oparciu o argumenty i przykłady, czyli ta prostsza część pracy. Ta sama zasada sprowadza się uważam, że do WSZYSTKIEGO. Począwszy od pisania posta, po treningi na siłowni, a na chodzeniu do pracy czy szkoły kończąc.

Stworzyłem pewien wstęp, dzięki czemu przyszła do mnie wena.  Nie zawsze jednak jest tak łatwo i przyjemnie jak mi, w tej właśnie chwili. Nieraz musimy zmusić się większymi pokładami entuzjazmu niż ja aktualnie.

Pamiętam, że w czasach szkolnych od pierwszej klasy podstawówki czytałem skrupulatnie wszystkie lektury, myślę że ze strachu przed jedynką w dzienniku. Moja wena wtedy była determinowana strachem. Później, gdy tych jedynek się w mojej karierze nazbierało, troszkę zmniejszył się mój respekt do nich i do końca liceum czytałem szczątkowe lektury lub streszczenia streszczeń. Przyczyną był brak motywacji, ale też inne wyznawane wartości. Kto w majowy dzień będzie czytać książkę jak może iść kopać piłkę z kolegami? Przez okres gimnazjum i liceum z własnej woli przeczytałem dokładnie 4 książki niezwiązane z lekturami. Naprawdę chętnie je czytałem, pamiętam je zresztą do dzisiaj. Były to dwie książki z uniwersum jednej z moich ulubionych gier Diablo, a także scenariusz do filmu „Jestem Bogiem” bo przecież był z autografami Rahima i Fokusa i na końcu George Orwell „Rok 1984” po którego sięgnąłem zaciekawiony przez jednego z raperów, który wspominał o nim w swoich tekstach. Można podsumować, że do czytania zmotywował mnie strach, chęć poznania i szacunek do idoli. To właśnie te czynniki tworzyły moją wenę pozytywnie lub negatywnie jednak tylko tymczasowo.

Podobną sytuację miałem około 2009 roku, gdy regularnie uczęszczałem na siłownie. Pamiętam swoje pierwsze podejścia jeszcze kilka lat wcześniej. Kończyło się to na 2 wizytach, a trzecia to już była czysta sielanka zwieńczona jakimiś wygłupami. Wracając do 2009 roku, trenowałem regularnie po ok 3x w tygodniu. Szczerze z chęcią tam jeździłem, trenowałem i trwało to dobrych kilka miesięcy. Pamiętam również jeden trening w godzinach rannych, gdy podjechałem z kolegą pod siłownię i nagle rozległ się alarm pożarowy. Wszyscy się ewakuowali, a my patrzyliśmy na nich. W tym momencie odpuściliśmy sobie trening. Wtedy myślałem, że tylko jeden, ale od tego momentu mój zapał do treningu gdzieś uciekł i po tym incydencie już niewiele mogę powiedzieć o swoich osiągnięciach. Znam jednak ludzi, których to nie zraziło i od tamtej pory trenują cały czas regularnie odnosząc sukcesy i są naprawdę „Duzi” w swoim fachu.

Kolejnym przykładem są moje podejścia do biegania. W czasach pracy w Fast-food przybrałem sporo kilogramów i kilkukrotnie podchodziłem do treningów, aby zgubić zbędny ciężar. Pamiętam moje pierwsze przebieżki w Grudziądzu po 3-5km, które regularnie uprawiałem przez tydzień, może dwa, następnie robiąc sobie przerwę i wracając do tego po miesiącu. Chcąc nadrobić stracony miesiąc, moje treningi były cięższe, diety uboższe, efekty mizerniejsze, okresy weny coraz krótsze, aż w końcu kończyły się wycieczką samochodem do MC Drive.

Zapewne wielu z Was miało podobne przykłady, a podawać można takich miliony i ja sam również mógłbym jeszcze pisać i pisać. Często mówi się o kimś, że ma słomiany zapał i porzuca swoje cele. Przyczyną w większości przypadków jest brak motywacji, weny i poprawnego przygotowania. Idealnym przykładem jest moja kariera na siłowni. Wszystko było fajnie i sprawnie dopóki nie ukazał się mojej podświadomości obraz, że treningu można jednak nie zrobić i świat się nie zawali. Musimy uodpornić naszą podświadomość na tego typu wybryki bo są one nieuniknione. Kolejnym czynnikiem jest wspomniana na samym wstępie „blokada startowa”. Powiem Ci, że napisanie pierwszych 10 linijek zajęło mi podobną ilość czasu co napisanie całego posta, z czego wnioskujemy, że najciężej jest zacząć. Ostatnim elementem mordującym wenę i motywację jest zmiana celów.

Jak sobie radzić z tego typu niedogodnościami? Blokada, brak weny, wymówki, zmiana wartości. Zacznijmy od końca. Zmiana wartości czy wyznań jest rzeczą normalną i z nią nie mamy za bardzo nic do gadania. Jest ona taka sama jak inwestycja w waluty. Jeśli inwestowaliśmy we Franki bo miały dla nas wartość i nagle ją stracą zostajemy zmuszeni do zmiany naszych decyzji i przerzucenia inwestycji na Dolary. Nie mamy tu zbyt wiele pola do popisu. Jednak z wymówkami, brakiem weny czy blokadą startową, możemy spokojnie konkurować o pierwsze skrzypce w naszych poczynaniach.

Zanim przystąpisz do działania, określ cel jaki chcesz osiągnąć. Jeśli będziesz ćwiczyć na siłowni mierz co miesiąc poziom tłuszczu lub obwód bicepsa i podziwiaj zmieniające się rozmiary. Niech to będzie twoim celem.

silownia_1   Nie rzucaj się z motyką na słońce. Zanim coś rozpoczniesz, przemyśl czy na pewno będzie to dla Ciebie opłacalne i ile czasu potrzebujesz na osiągnięcie tego i stwórz plan. Unikniesz przedwczesnego uczucia wypalenia i znużenia wykonywaną czynnością. Nikt bez uprzednich miesięcy przygotowań maratonu nie ukończy i nie stanie się Korzeniowskim, a skończyć może, jak ja, po tygodniu z zakwasami  Rada: Mnóstwo osób teraz specjalizuje się w rozpisywaniu treningów. Poproś kogoś, aby w ramach przysługi lub projektu na zaliczenie stworzył taki plan dla Ciebie.

Zadbaj o atmosferę, czyli jeśli chcesz dodać sobie extra energii, kup sobie nowe buty do biegania, bidon na siłownię, czy kolejny tom książki, którą czytasz. Podpowiem Ci na własnym przykładzie, że niemalże nigdy nie udaje mi się dobrze skupić na żadnej książce jeśli nie włączę sobie muzyki relaksacyjnej, a jeśli dodamy do tego spokój, ciszę i gorącą wodę w wannie lub śpiew ptaków na tarasie na wsi to świat może dla mnie nie istnieć.

Blokada startowa? ZMUŚ SIĘ. Nie możesz się zmusić, a cel może poczekać jakiś czas? Naucz się dyscypliny. Rób jakąś rzecz za którą nie przepadasz codziennie w małych ilościach, które zabierają kilka chwil. Zobaczysz, że z biegiem czasu będzie Ci łatwiej rozpoczynać inne działania i wychodzenie poza swoją strefę komfortu. Ja ćwiczę samodyscyplinę w kierunku poprawy sylwetki. W tym celu postanowiłem sobie że będę robić 22 pompki przez 22 dni codziennie i rozwijam ten system. Aktualnie jestem na 13-tym dniu mojego 33dniowego challengu, a poprzedni ukończyłem bez żadnego pominięcia!

Ostatni sposób. Posłużyłem się nim troszkę w pkt 4. Mów innym o swoich planach. Mów innym o swoich celach. Im więcej osób się o nich dowie tym większe poczucie wstydu Cię czeka, gdy przerwiesz swoje dążenia. Wpływa to bardzo motywująco na świadomość i podświadomość. Dodatkowo istnieje możliwość, że ktoś do Ciebie dołączy, a w grupie zawsze raźniej.

Tyle ze sposobami na walkę z ulotną weną. Czy wena istnieje? Tak jak najbardziej istnieje i daje nam podstawowego powera w pierwszych chwilach nowych przedsięwzięć. Jest także formą inspiracji dla nas, dzięki której możemy otworzyć swój umysł na nowe horyzonty i doświadczenia. Życie będzie rzucać nam kłody pod nogi przez cały swój czas. Pokusy nie przestaną nam towarzyszyć. Musimy tylko umiejętnie je wymijać. Ćwicz, mów o tym, rozwijaj się i stosuj do tych 5 punktów, a na pewno twoje działania zostaną odzwierciedlone w praktyce. Myślę, że z przykładami, które podałem na podstawie swojej własnej osoby każdy może się bezproblemowo utożsamić. Problemy będą występować zawsze, a nasza w tym głowa, aby je w porę zidentyfikować, ocenić i się z nimi uporać. Nie ma rzeczy niemożliwych. Nieskończony jest tylko wszechświat, ludzka głupota i nasze możliwości.

indeks

„mmmmmmmmm… wena w nim silna jest”
~Mistrz Yoda
Reklamy