Aktualnie czytam książkę Anthonego Robbinsa „Nasza moc bez granic”. W jednym z rozdziałów autor przytoczył przykład eksperymentu naukowego na temat rozwoju. Nazwał to eksperymentem stu małp. O co chodziło? Naukowcy stworzyli dwie grupy po sto osobników. Tyle samo małp płci żeńskiej jak i męskiej. Zwierzęta zostały zabrane w wieku niemowlęcym od rodziców, aby całkowicie wykluczyć aspekt ich nauczania. Umieszczono je na dwóch oddzielnych wyspach, ale możliwie zbliżonych pod kątem przyrodniczym tak, aby nie mogły się ze sobą mieszać, ani w żaden sposób komunikować. Małpy żyły w harmonii, tworzyły grupy, struktury, bawiły się i jadły to, co było dostępne. Naukowcy zaczęli podrzucać obu grupom smakołyki podobne do słodkich ziemniaków, ale pokryte błotem, aby utrudnić im dostęp do nich i zmusić je do myślenia. Na początku bataty nie budziły większego zainteresowania w obu grupach, jednak w niemal identycznym czasie obie społeczności nauczyły się w taki sam sposób obmywać bulwy w strumieniach i dopiero wtedy zabierać się za ich konsumpcję. W tym eksperymencie zadziwił mnie fakt, iż obie grupy, pomimo braku wiedzy na temat swojego istnienia, potrzebowały dokładnie tyle samo czasu, aby rozgryźć tę łamigłówkę, która była dla nich swoistym przełomem. Czytając to, od razu przypomniały mi się słowa Wojciecha Cejrowskiego, który podróżując po świecie i pokazując nam życie plemienne, niejednokrotnie powtarzał, że zadziwiający w tym wszystkim jest fakt, że ludzie z Ameryki południowej, Afrykanie czy Azjaci wykształcili wieki lub nawet tysiąclecia temu te same skomplikowane metody na ułatwienie sobie życia. Najbardziej utkwił mi w pamięci obraz sieci, czy dachów z liści palmy czy innych liano-podobnych roślin, których splot, czy to w Kambodży, czy w Peru, był identyczny. Wcześniej wspomniany eksperyment i słowa Pana Cejrowskiego nasunęły mi pomysł na ten post i temat do przemyśleń.

Co determinuje nasze życie i czy jesteśmy przez coś kontrolowani?

     Zapewne najpopularniejszą odpowiedzią będzie BÓG, ale nikt z nas tak naprawdę nie wie w stu procentach, jak on wygląda, gdzie przebywa, kiedy ingeruje, a przede wszystkim czy naprawdę istnieje. Samo uzmysłowienie sobie jego istnienia nazywamy wiarą, ale nie będę rozwijać tu tematu wiary, tylko możliwych i znanych mi możliwości kierowania i determinacji rozwoju. Tak jak napisałem, najpopularniejszą odpowiedzią jest Bóg. Mianem Boga nazywamy osobę znacznie przewyższającą nasze możliwości, stwórcę, władcę, absolut, coś niepojętego, kogoś, kto osiągnął mistrzostwo w swojej dziedzinie. Ale jeśli to naprawdę Bóg sprawuje pieczę nad nami wszystkimi, czy ingeruje on również w nasz rozwój? Na przykładzie splotów i supłów, czy za sprawą pstryknięcia palca zasiał w naszych umysłach wizję jak taki twór ma powstać? Wizja dojrzewała latami niczym owoc w naszych umysłach i w „tym samym” czasie ujrzała światło dzienne zamieniając się w czyn? Jest to pewna wizja, a zarazem najłatwiejsza dla nas do zaakceptowania ze względu na przewijający się wątek historyczny Boga, popularność i tradycję.

     A co powiecie na podobny, aczkolwiek nieco rozbudowany o ułamek historii pomysł stwórców. Jestem wielkim fanem serialu Gwiezdne Wrota, a w szczególności jego pierwszej części pod nazwą SG-1, który powstał na podstawie filmu z 1994r. o tej samej nazwie, w reżyserii Rolanda Emmericha. Co mnie urzekło w tym serialu i filmach? Według mnie obłędnie połączone zostały najważniejsze religie, w jedną spójną historię o losach wszechświata. W bardzo ciekawy sposób została połączona rola Boga, z rolami bogów egipskich, greckich, skandynawskich i wielu, wielu innych. Połączenie tylu różnych wierzeń i wątków jak np. UFO w jedną całość i to z tak płynnym efektem uważam za fenomenalne. Sam lubię marzyć i wierzyć, że istnieje coś innego poza naszą planetą. Ten serial idealnie to oddaje. Wracając do tematu, w miarę rozwoju akcji nasi bohaterowie poznają najpierw Pradawnych, zwanych też Starożytnymi. Są to postacie bez materialnej formy, o potężnych umiejętnościach i sprawujący pieczę nad całą galaktyką. Są najsilniejszą i najpotężniejszą rasą we wszechświecie, dla której nie istnieją już takie ograniczenia jak czas, siła, odległość. Są wszechmogący. Brzmi znajomo? Żyją według ściśle określonych zasad, a jedną z ich naczelnych wartości jest brak interwencji w sprawy „ziemskie”. Jak się okazuje (szczególnie w drugiej części serii o nazwie Atlantyda), Starożytni to rasa ludzi, która wyginęła miliony lat temu, czy też zniknęła z wszechświata materialnego. Nazywali siebie Alteranami i swój rozwój technologiczny doprowadzili do granic możliwości, przez co wzeszli na wyższy stopień świadomości i stali się poza-cieleśni. Jak na „ludzi” przystało, zawsze znajdzie się wyjątek, buntownik, i tak oto kilkoro osobników Alteran naginało reguły panujące w ich społeczności i podsuwali wskazówki innym, mniej zaawansowanym rasom, aby przyspieszyć ich rozwój lub obronić przed silniejszym najeźdźcą. Jest to swoiste przedstawienie boskiej osoby, która może właśnie w taki sposób, poprzez bunt w wartości, poczuwa się w obowiązku, aby ten rozwój w nasz zaszczepić i tak jak Bóg zasiewa w naszych umysłach pomysł, myśl i idee.

Wszechobecna Moc nigdy nas nie osądza ani nie krytykuje.

     Kolejnym, już trzecim pomysłem czy też ideą, która przychodzi mi na myśl, jest popularny, aczkolwiek dość abstrakcyjny pomysł, jakim jest Matrix. Neo każdy zna. Nie, nie Noe tylko Neo. Rozmawiamy o komputerach, a nie o statkach. Tak więc, Neo każdy z nas zna, jak wygląda ekran z migającymi zielonymi symbolami, również każdy wie. Może film, przedstawia prawdę, której nie jesteśmy świadomi, bo żyjemy w stworzonym przed laty programie komputerowym, a nasze ciała fizyczne śpią podpięte do jakichś inkubatorów w wielkiej hali, do której mają wstęp tylko maszyny? Z Matrixem jest tak samo jak z wiarą w Boga. Nie posiadamy, naukowych dowodów na istnienie lub nieistnienie takiego stanu rzeczy, więc nie możemy tego wykluczyć. Faktem, który przemawia za istnieniem takiego systemu jest Deja Vu, które w filmie zostało przedstawione jako błąd Matrixa, kiedy to Agent Smith pojawiał się w okolicy. Zjawisko Deja Vu jest bardzo słabo opisane przez naukowców, którzy mają problem z realnym udowodnieniem przyczyny. Istnieją tylko hipotezy, ale poparte słabymi dowodami. Może rzeczywiście Deja Vu to jakiegoś rodzaju LAG lub zwiększony PING w naszym ludzkim programie?

Macie własne mapy rzeczywistości, jednak żaden z was nie postrzega rzeczywistego świata w sposób obiektywny, wszystko, co wiecie i w co wierzycie, zostało przefiltrowane przez zmysły.

     Mówi wam coś nazwa Alaja? Zapewne nie, a więc przybliżę Wam najpierw do czego zmierzam. Świadomość Alaja wg. książki Oko Zen to najgłębszy rodzaj świadomości, manifestacja pustki. Alaja to podstawowa świadomość wszystkiego, esencja świata rodząca doświadczenie indywidualności życia i wszelkich zjawisk. Żeby dotrzeć do źródła świadomości Alaja, musimy osiągnąć najwyższy stopień duchowości w każdej linii rozwojowej. W tej sytuacji duchowość oznacza transpersonalne i trans-racjonalne poziomy każdej linii rozwojowej. Istnieje coś takiego jak Super-Ego, więc na podstawie tej nazwy jak i definicji świadomości Alaja stworzyłem łatwiejszą dla mnie do zrozumienia nazwę Hiper-Świadomość. Jest to tylko i wyłącznie mój pomysł i postrzeganie niepoparte żadnym naukowym faktem, ani teorią, a przynajmniej mi o nich nie wiadomo. Przypomnijmy sobie małpy i supły. Co jeśli w jakiś ponadwymiarowy sposób, wszyscy jesteśmy podłączeni za pomocą mapy myśli do jednej wielkiej HIPER-ŚWIADOMOŚCI, która za pomocą strun lub ciemnej materii rozsyła sygnały jak neuron w mózgu? Wielu z Was mogło słyszeć o teorii równoległych wszechświatów, teorii strun, antymaterii itd. Biorąc pod uwagę takie dywagacje jak Bóg, Starożytni czy Matrix, jest tak samo prawdopodobne to, że cały wszechświat to czyjś umysł, a my to małe trybiki, o wiele mniejsze niż dla nas atom czy elektron? Skoro właściciel hiper-świadomości, wymyślił coś lub się nauczył, czy za pomocą neuronów nie rozniosło się to po całym wszechświecie? Inne wszechświaty, mogą być innymi istotami, w których umysłach rozgrywa się kolejny wszechświat, i tak w nieskończoność. Mapa neuronów w odpowiednim powiększeniu do złudzenia przypomina mapę wszechświata w odpowiednim pomniejszeniu. Model atomu składający się z protonów i elektronów do złudzenia przypomina model układu słonecznego. Według Alberta Einsteina, czas jest pojęciem względnym i zależy od punktu widzenia. Neutrina i Miony w naszym postrzeganiu żyją malutkie ułamki sekund, ale z ich punktu widzenia mogą być to lata, stąd też możliwe różnice w odkryciach ludzkości. Nauczyliśmy się rozpalać ogień, bo małe dziecko go zobaczyło i uznało za gorące, następnie wynaleźliśmy koło, supeł itd. itd. itd. Dla nas różnice czasowe pomiędzy tymi wydarzeniami to tysiące lat, ale z punktu widzenia hiper-świadomości, czy świadomości Alaja mogły minąć godziny lub lata. Dla mnie również ta koncepcja jest do przyjęcia, a co jeśli pewnego dnia opanujemy technikę jak Alteranie i ktoś stworzy bardzo zaawansowane urządzenia pozwalające się połączyć z umysłami wszystkich ludzi na świecie w jednej chwili? Co jeśli, właściciel hiper-świadomości znajdzie się w posiadaniu takiego urządzenia w swojej rzeczywistości? Tak jak dr. Xavier w X-Man Apokalipsa. Czy czeka nas wtedy przełomowy wstrząs rozwojowy i nagle wzniesiemy się na wyższy stopień rozwoju?

Wszechświat zawsze wspiera każdą myśl, którą zechcemy po­myśleć i w którą zechcemy uwierzyć.

     A co jeśli tym wszystkim rządzi czysty przypadek? Chyba poza Boską ingerencją najłatwiej nam przyjąć ten punkt widzenia. Ewolucją rządzi czysty przypadek. Niby takie proste powiedzenie tłumaczące niemalże wszystkie pytania, a jednak budzi we mnie najwięcej pytań i najwięcej wątpliwości. Nie wydaje się Wam, że sam fakt istnienia na ziemi, w idealnej odległości od słońca, aby utrzymać klimat wydaje się dość dziwne? Pojawienie się życia na planecie, ewolucja tego życia w tyle ciekawych, różnorodnych stron. Adaptacja tego życia, do przetrwania w głębinach oceanu, w powietrzu, pod ziemią, w lesie na pustyni, czy w betonowej dżungli zwanej miastem. Rozwój tego życia, do takiego momentu w jakim teraz się znajdujemy. To wszystko miało by być czystym przypadkiem? Wynalezienie tylu podobnych jeśli nie takich samych rzeczy w tym samym czasie na tej przypadkowej planecie miało by być przypadkiem? Eksperyment stu małp i zadziwiający efekt, to też miałby być przypadek? Niby najprostsze rozwiązanie moich rozważań, a jednak tak bardzo nierealne i tak bardzo dla mnie nie do przyjęcia.

Większość z nas ma nierozsądne wyobrażenie o tym, kim jeste­śmy, i bardzo wiele sztywnych zasad określających, jak żyć.

      Jeden wers w książce Tonego Robbinsa, a rozbudził w moim mózgu burzę. Może to też było już jakoś zaplanowane? A może to zwykły przypadek? W przypadek nie wierzę, rodzi we mnie zbyt wiele niedopowiedzeń i wątpliwości. Jest zbyt nieprzewidywalny. Pozostałe teorie również uważam za kontrowersyjne, ale nie zamykam się przed nimi i jestem otwarty na nowe odkrycia i sugestie. Zapewne za naszego życia prawdy nie poznamy, a co bardziej możliwe, prawdy nie poznamy nawet po naszym życiu. Jednak żyję z nadzieją, że kiedyś w innym świecie, w innej świadomości będę w stanie cofnąć się we wspomnieniach do tej chwili i powiedzieć po cichu do siebie „JUŻ WIEM”, mogąc spokojnie zamknąć ten rozdział pełen ciekawości, teorii i niedopowiedzeń. Bardzo lubię zagłębiać się w tego typu tematy i prowadzić ze sobą wewnętrzną dyskusję, jednak jest ona jak takie neverending story i nigdy nie ma końca. Akceptację którejkolwiek z teorii lub też jeszcze innych pozostawiam Wam. Każdy ma swoją wiarę, swojego opiekuna, swój kod w programie, swoją świadomość i każdy z nas jest inny za sprawą jakiegoś przypadku. Wniosek na ten temat niech każdy z Was wyciągnie sobie sam. Jeśli chcesz, podziel się w komentarzy swoimi poglądami, możemy rozpętać wspólnie neverending story.

     Wiem, że to nigdy nie dotrze tam gdzie ma dotrzeć, ale chciałbym podziękować Anthonemu Robbinsonowi, za to natchnienie bo naprawdę miło pisało mi się ten post. Jeśli tobie również podoba się ten tekst, roześlij to dzieło moich rozważań do innych, może zainteresuje ich mój blog.

Reklamy