To już 30 post na tym blogu, powoli to wszystko rośnie, a co najważniejsze w regularnym tempie. Widzów nie ma zbyt wielu jeszcze, ale liczę, że kiedyś ich przybędzie. Póki co, w Polsce jak i w Anglii pogoda nam bardzo sprzyja. Na dworze pojawiły się pierwsze grille, spacery w krótkim rękawku, działkowicze niczym niedźwiedzie brunatne przebudzili się z okresu zimowego i zaczynają czerpać z pierwszych porządnych promieni słonecznych. W  Anglii natomiast konna policja wyruszyła na patrole, rozpoczyna się sezon sportów na świeżym powietrzu i na każdym kroku widać sportowców, tych amatorskich jak i profesjonalnych. Troszkę pewnie uderza to w bilans siłowni, ale myślę, że sprzyjająca aura pomaga im przymknąć na ten fakt oko. W związku z tym chciałem pokazać Wam uroki Bałkanów, mekkę turystyczną Europy, serce Adriatyku czyli Chorwację.838917c2-f222-4eed-a2c5-42b1acaf15b7

     W Chorwacji byłem kilkukrotnie, a nawet tam mieszkałem niemal dwa miesiące. Pozwoliło mi to poznać ich zachowania i kulturę w sposób troszkę głębszy, niż pozwoliły by na to tygodniowe wakacje.

     Chorwacja kojarzy nam się ze słońcem, morzem, drinkami z palemką i wypoczynkiem. Tak też jest w rzeczy samej. Moją pierwszą wycieczkę odbyłem z rodzicami w 2000r, mając 10 lat. Jechaliśmy tam 20 godzin, które o dziwo, wcale się nie dłużyły. Najbardziej męcząca była podróż przez Polskę, ale za granicami, pogoda, pora dnia i jakość ulic się zmieniła. Wyobraźcie sobie czteroosobową rodzinkę obładowaną jak czołg na krucjatę, w małym Fiacie Punto. Mimo to, wspominam wycieczkę bardzo miło. Był to bodajże lipiec, pamiętam jechaliśmy przez Kudowę, aby napić się ich świetnej świętej wody, ale uważam, że szału nie było. Następnie przekroczyliśmy granicę, a naszych południowych sąsiadów czyli Czechy, zwiedziliśmy nocą. Następna o świcie była Austria i jej autostrady. Dla tak młodego chłopaka widok samochodów pędzących 150km/h to już było przeżycie. Ochrzciliśmy Austriaków nazwą „szaleńców co jadą do pracy”. My małe punto do tego obładowane do granic i oni w o wiele silniejszych i pustych samochodach. Każdy nas wyprzedzał, a my to tylko podziwialiśmy. Dalej była Słowenia, z której niewiele pamiętam ze względu, że pewnie spałem, a z drugiej strony wycieczka przez nią była krótka. W końcu jest i ona… CHORWACJA. Gorąco! Palmy! Raj! Mimo, że miałem zaledwie 10 lat pamiętam, że miasta miały wielki urok. Trogir, Pula i w ogóle cała Istria. Pomimo, że większość dnia spędzałem w wodzie, to pamiętam ciepłe wieczory, alejki, Pana wirtuoza od lodów, smak Straciatella i powszechną akceptację dla każdego. Ojciec mawiał, że jest tam tak bezpiecznie, że można zostawić walizkę z pieniędzmi, a i tak ich nikt nie ruszy. No ale wracamy do rzeczywistości, a nie wspomnień.
Na pierwszy ogień dokładniejszego opisu pójdzie plażowanie. plaza-pasjaca-1-crolove-2015Napotkałem dwa rodzaje plaż, jedne całkowicie kamieniste, ale nie uciążliwe, a drugie skaliste i czasem bolesne, ale mające swój wyjątkowy urok. Chorwacja znana jest ze swojego nabrzeża dalmatyńskiego, które składa się z olbrzymiej ilości wysp i wysepek, ułożonych prostopadle do linii brzegowej. Nabrzeże takie powstaje, poprzez zalanie pasma górskiego, a wyspy to antyczne szczyty gór. Pomiędzy nimi znajdują się głębokie cieśniny. Swoją nazwę zawdzięcza regionowi Chorwackiemu zwanym Dalmacją. Kiedy już przebolejemy kłujące i gorące kamienie,na których w najgorętsze dni można robić jajka sadzone, dla ochłody wchodzimy do wody, która może wydawać się zimna, ale to tylko złudzenie stworzone przez różnicę temperatur. W Polsce wchodzimy z 30 stopni na plaży do 18 stopniowego Bałtyku, w Chorwacji wchodzimy z ponad 40 stopniowego skwaru do 20-22 stopniowej wody. Niby tylko około 6 stopni różnicy pomiędzy Adriatykiem, a Bałtykiem, ale różnicę można odczuć. Jednak Chorwacja jest tak przyjazna dla turysty, że przyzwyczajenie się do wody zajmuje moment i nie należy do katuszy. Woda jest krystalicznie czysta, i można ulec złudzeniu, że coś wydaje się na wyciągnięcie ręki, a w rzeczywistości jest o wiele dalej. To jest jak swego rodzaju teleportacja, albo jak nieskończenie wydłużający się korytarz. Niby na wyciągnięcie ręki, a jednak wymaga od nas zachodu. Dno i organizmy na nim przebywające to istny cud natury.4 Mnogości nie da się zliczyć. Począwszy od jeżowców, które mogą boleśnie pokłóć nieuważne stópki, a na konikach morskich i rozgwiazdach kończąc. Całe dwa tygodnie, niemal wszystkie dni spędziłem z „rurką w paszczy” podziwiając to co tam się znajduje. Różnego rodzaju i różnej wielkości kraby, gąbki, ryby, krewetki, rozgwiazdy i wiele, wiele, wiele, wiele innych. To się chyba nie może znudzić żadnym oczom. Kiedy słońce piecze zbyt mocno lub nacieszyć się chcemy innymi rzeczami, niekoniecznie mokrymi, wychodzimy z wody i idziemy… gdziekolwiek. Ten kraj, dla mnie charakteryzuje się bujną roślinnością. Nie byłem nigdy w Grecji, ale widziałem wiele fotorelacji. Nie ujmując jej piękna, tym co odróżnia te dwa kraje jest właśnie wg. mnie roślinność. Chorwacja, nie ma aż tak wysokich temperatur jak jej niedaleka sąsiadka, a także charakteryzuje się nieco większą wilgotnością, dzięki czemu zielone widoki raczą nasze oczy cały czas. Palmy, drzewa owocowe, kiwi rosnące na bramach wejściowych jak u nas bluszcz. To wszystko w Cro to normalka. Głowy osuszone? Pobliska roślinność obejrzana? Co dalej? Dalej, żeby się dostać potrzebujemy w większości przypadków środka lokomocji. Połączenia PKS są bardzo dobrze skonstruowane, a w tym roku dodatkowo wznowiono rejsy promem na trasie Rijeka – Dubrovnik. Jeśli słońce zbliża się ku schyłkowi, nabiera przepięknej pomarańczowej barwy. Zachody są majestatycznie piękne, a najlepiej się je ogląda ze szczytu wierzy zamkowej z widokiem na morze.cavtat-crolove-2015 Pamiętam, jak jako dzieciak malowaliśmy je na kartkach. Jeśli słońce już zaszło, albo jeszcze nie weszło w swoją najpiękniejszą fazę, zwiedzić możemy miasteczka. W życiu już kilka miasteczek widziałem i nie ważne czy była to mała mieścina jak Crikvenica, czy studencka Rijeka, Pula, czy średniowieczny Trogir lub Sibenik. Wszystkie z nich miały coś pięknego sobą do zaoferowania. Wiadomo, niektóre więcej, niektóre mniej, ale każde oferowało coś oryginalnego. Wąskie uliczki, liczne zamki, obwarowania, strome schody do apartamentu i wieczna droga pod górę, a w okolicach miast niemal wszędzie znajdziemy coś małego, coś extra. Ścieżka zakochanych w Crikvenicy, zameczek w Rijece, czy zamek w Zagrzebiu.

Trogir-Old-Town-Croatia.jpg

Trogir

Noce Chorwackie należą do bardzo ciepłych i polecam każdemu zaznania kąpieli w Adriatyku ciemną nocą. Ciekawe i miłe wrażenie, a szok po wejściu do wody już nie taki wielki. Chorwackie imprezy w rytmie ichniejszego Disco Polo, super sprawa! Ogólnie Bałkany słyną z wina, a Chorwacja dodatkowo z piwa. Radlery mają całkiem inny smak, jakby mniej słodzone. Każdy kto tam będzie musi spróbować Karlovaćko jaki o Ożujsko bo Żuja je ZAKON.karlovcko Bardzo popularnym drinkiem w tamtejszych stronach jest mieszanka wina białego wytrawnego ze spritem, albo czerwonego wytrawnego z coca-colą. Bardzo mnie zaskoczyły te połączenia, ale smakowały wyśmienicie! Dobra impreza disco polo na statku po kilku takich szklaneczkach to naprawdę dobra zabawa. Chorwaci żyją z turystyki, ale sami w sobie są również narodem bardzo otwartym i życzliwym co było dla mnie zaskoczeniem, ze względu na niedawne podziały i przebyte przez nich wojny.  (Skoro oni potrafili to zrobić tak prędko, my nie możemy od tak dawna wyplenić komunizmu z naszych głów?) Gdy siedzisz, bezczynnie, gdy inni się bawią, nie masz co liczyć na pozostanie w tym stanie dłuższy czas. Zawsze znajdzie się ktoś, żeby z tobą porozmawiać, zagadać, zatańczyć. Spotkania przy piwie z gitarą na molo? Żaden problem! W mieście jak Rijeka, to jest na porządku dziennym. Większość imprez kończy się przed godziną piątą bo wtedy wkracza prawo, które zakazuje sprzedaży alkoholu w godzinach bodajże, od 5 do 7 rano w żadnym sklepie i pubie. Miasto po całonocnej imprezie tonie w papierach, butelkach, studentach śpiących na ławkach, ale o godzinie 7-8 ślad po tym ginie. Wkraczają ekipy sprzątające i rano jak się człowiek budzi jest niemal tak czysto jak w Czechach. Teraz sobie wyobraź, imprezowaliśmy do 4/5 nad ranem, wstajesz po godzinie 8 bo słońce dłużej nie pozwala, chcesz się napić kawy w kawiarni, a tam nie ma miejsca. Chorwaci piją jej hektolitry, a do tego co mi się bardzo podoba, cały czas ze sobą rozmawiają. Są narodem bardzo rozgadanym, uśmiechniętym, żeby nie rozmawiać z Chorwatem, naprawdę trzeba by trafić na niemego, a i ten porozumiewałby się pewnie za pomocą kartki i długopisu lub telepatycznie. Jeśli udało nam się wypić kawkę i zagryźć ją moim ulubionym burkiem, który dostał się do mojego serce przez żołądek, wyruszamy nad wodę, a jak poczujemy chęć wypicia popołudniowej kawy w godzinach szczytu, to nasze szanse jeszcze bardziej maleją, ale ma to swój urok! Co trzeci sklep to kawiarnia, wypełniona po-brze-gi. Daje to mnóstwo szans na poznanie ich zwyczajów. Wybrzeże, mamy zwiedzone, z grubsza opisane, wyruszamy do stolicy. Właśnie tam poznałem najwięcej ludzi, spędziłem tam najwięcej czasu ze względu na delegację, ale też najlepiej poznałem ich zwyczaje. To właśnie tam pierwszy raz burek skradł mi serce. Jest to ich prosty fast food, który znalazłem w 3 smakach. Głównie jest to ciasto filo, czyli coś podobnego do francuskiego, przeplatane z mięsem mielonym (moje ulubione)  lub szpinakiem (bardzo smaczne) lub twarogiem (nie przepadam) i razem ze sobą zapieczone. Jeden dorodny burek, wcale nie jest drogi koszt ok 5-7zł, a dostarczy nam energii na cały dzień w zupełności, ze względu na zawartość tłuszczu. Dla osób trzymających dietę, nie zalecam jedzenia go zbyt często. Smakowałem go z wielu miejsc, ładnych kawiarni, piekarni, ale najlepiej smakował w zwykłych przydomowych budkach robiony mam nadzieję, że według przepisu babci prababci. Właśnie najlepszego burka znalazłem o 5 w nocy, gdy zapukałem w Zagrzebiu do tylnych drzwi jednej z takich domowych piekarni. Był to pierwszy i najlepszy raz, co nie zmienia faktu, że kolejne też były wspaniałe!zagreb.jpg Zagrzeb poza burkami ma nam do zaoferowania liczne atrakcje. Po pierwsze przepływa przez niego główna rzeka Sawa, jak nasza Wisła. O krystalicznej wodzie i  kamienistych brzegach. Mimo, że byłem tam w styczniu spotkałem wielu wędkarzy. Poza rzeką, na obrzeżach mamy sportową Zagreb Arenę, gdzie byłem świadkiem swoich pierwszych rozgrywek hokejowych i z czystym sumieniem muszę powiedzieć, że jeśli atmosfera jest tak wesoła, zżyta i ciekawa na wszystkich meczach jak na tych to jest to moje ulubione widowisko. Zagrzeb leży u podnóży pasma górskiego Medvednica, a szczytująca nad samym miastem góra nazywa się Velika Sljema,  na której co roku odbywa się slalom narciarski. Góra oferuje nam bardzo miłą wycieczkę do zamku o nazwie Medvegrad, który znajduje się mniej więcej w połowie jej wysokości. Wspinałem się do niego w styczniu, a widoki zapierały dech w piersiach i te z zamku i te po drodze. Zima Chorwacka mimo, że czasami doświadcza opadów śniegu, nieco różni się od naszej Polskiej i akurat podczas mojego pobytu temperatury w styczniu były mniej więcej jak u nas w drugiej połowie października. W górach mnóstwo zwierząt i liści… można było kulać się w dół po tych liściach niczym piłka (w moim przypadku lekarska 🙂 ) TrippAdvisor mówi, że jest to oaza spokoju zaledwie 30min od centrum. To coś jak Arthur’s Seat w Edynburgu. Naprawdę, wycieczka zwykła i prosta, a pomimo 6 lat od tego wydarzenia, mogę „narysować” z pamięci widoki. W samym centrum na Jelacića Trg, znajduje się mnóstwo kawiarni, restauracji i budek podających ich narodowy trunek, którego nie można nie skosztować czyli Rakija. Bimber pędzony w domowych warunkach o wybranym przez nas smakach. Brzoskwinia, Miód (Medica), Śliwkowy (Slivovica) i wiele, wiele innych. Trunek mocny, ale dobry…. POLECAM na lepsze trawienie :). Miasto ma nam do zaoferowania jeszcze mnóstwo innych atrakcji, ale co kto lubi, a najlepiej doradzi wam wcześniej wspomniany serwis TripAdvisor. Wyjeżdżając z Zagrzebia i brnąc szczególnie zimą przez autostradę napotkamy niecodzienny widok, który udało mi się znaleźć dwa razy w życiu. Jest to maleńki zameczek, jakaś stara wartownia stojąca przy drodze w niby nic nie znaczącym miejscu. Okazuje się jednak, że jest to magiczne miejsce. Napisałem, że szczególnie zimą, bo klimat śródlądowy Chorwacji nie różni się wiele od naszego rodzimego, za to nadmorski klimat można spokojnie nazwać krajem ciepłym. 16 stopni w styczniu?! Ale o co chodzi z tą wartownią. Niby nic specjalnego, zatrzymałem się tam dwa razy przypadkiem i przypadkiem okazało się, że to to samo miejsce. Jest to granica klimatów.100_1832 Szczyt oddzielający strefę zimową od strefy letniej. Na samej krawędzi szczytu tej góry przy linijce można sprawdzić, gdzie kończy się zimowy klimat. Za plecami zwały śniegu, a przed nosem w dole zielono, słonecznie, bezchmurnie i ciepło. Tak jakby ktoś super szczelną szybą oddzielił Syberię i Dubaj. Centymetr różni i całkiem inny klimat. Wiatr tam wiejący podejrzewam, że 100km/h dodawał uroku 🙂 Podskakiwanie w tym miejscu polecam tylko odważnym. Chorwacja kryje przed nami jeszcze wiele wiele innych, najróżniejszego rodzaju atrakcji i krajobrazów, ale pozostała wisienka na torcie. Parki narodowe. Odwiedziłem dwa z nich i każdy zachwyca czym innym. Na pierwszy ogień opiszę Park Narodowy Krka. Obejmuje on bieg rzeki Krk do samego ujścia do morza w mieście Sibenik. Gorąco je zresztą polecam! Byłem tam w 2001r. podejrzewam, że wiele się tam zmieniło, również wiele czytałem, że park wybucha od ilości turystów, ale moje wspomnienia mówią jak najbardziej JEDŹ!. Wycieczkę zaczynamy od krótkiego rejsu statkiem po jednym z rozlewisk, wokół wyspy Visovac, gdzie znajduje się klasztor Franciszkanów. 16606_chorwacja_park_narodowy_krka_park_narodowy_krkaNa miejscu możemy zobaczyć niemal wszystko, co może stworzyć rzeka. Przejdziemy się drewnianymi mostkami nad bagnami, zobaczymy jeziora i siedem pięknych wodospadów, gdzie przy największym z nich możemy zaznać kąpieli. Ostrzegam, przed dużymi głębokościami i silnym nurtem, ale ja jako młody 11 letni wtedy komandos dałem radę niemal pod niego popłynąć. Nie wiem ile w tym było zdrowego rozsądku, a ile nie, ale płynąłem!park-narodowy-krka-2 Z resztą czego oczekiwać od 11 latka zakochanego w pływaniu w jeziorach, rzekach, morzach i oceanach. W parku znajdziemy sporo miejsca na pikniki, odpoczynek i relaks, a o to przede wszystkim w tym chodzi. Ze względu na to, że minęło 16 lat nie napiszę więcej, bo już niewiele pamiętam. Za to jestem w stanie lepiej opisać jedną z wizytówek Chorwackich czyli Plitvicka Jezera. Plitvice-11Zdjęcie z wizytówki kojarzy chyba każdy, kto myślał o wyjeździe do tego kraju. Żeby go zwiedzić całego potrzebujemy kilku dni, dojazd do parku jest niezmiernie prosty bo znajduje się nieopodal autostrady łączącej Zagrzeb z Dalmacją, więc dostanie się tam PKSem, pociągiem czy samolotem nie stanowi żadnego problemu. W dodatku jest to tak popularny punkt turystyczny, że posiada swoje własne połączenia komunikacyjne z większych miejscowości. Park narodowy Plitwickie Jeziora należy do światowego dziedzictwa UNESCO. Plitvice-1Jest to 16 jezior krasowych i olbrzymią ilością wodospadów i strużek. Pod największy z nich można nawet wejść i poczuć napór wody spadającej z góry prosto na głowę. Wchodzenie do wody w tym parku jest surowo wzbronione i pilnowane. Miejsc jednak do ewentualnej kąpieli jest malutko, dzięki temu wszystkiemu woda w parku osiąga niemożliwą do opisania przejrzystość. Głębokie miejsca posiadają kolor czystego nieba, a w płytszych miejscach jest niemal niewidzialna, tak krystalicznie czysta. Co więcej! Polecam się jej napić. Jest to świeża, zimna woda prosto z potoków górskich. Smakuje całkiem inaczej niż woda z kranu czy butelkowana kupna w sklepie. Po parku przechadzamy się labiryntem uroczych drewnianych pomostów i mostów wiodących ponad wodospadami, jeziorami i bagnami. Widok powalonych drzew 20m pod nami w tak krystalicznej wodzie jest niesamowity, tak samo jak widok z kładek na rozprzestrzeniające się przed nami połacie błękitnej wody. Myślę, że jest to idealne miejsce, aby się oświadczyć – ja tak zrobiłem :). W sezonie letnim, ze względu na swoją popularność jest tu mnóstwo ludzi, a poradniki od wytrawnych Chorwatomaniaków, mówią, że najpiękniej jest jesienią. Można tu spotkać turystów z każdego możliwego kraju i dziwota z nimi związane. Widziałem panią w szpilkach na drewnianych starych kładkach, która miała olbrzymie szanse, aby przypadkiem złamać zakaz kąpieli, starszego biznesmena z niemiec, który zwiedzał park z laptopem poszukując sygnału Wifi, no i oczywiście zastępy Azjatów z aparatami. Także śmietanka kulturowa jak się widzi.

     Chorwacja, ma przed sobą jeszcze mnóstwo atrakcji, jak wędkarstwo śródlądowe, które chciałbym uświadczyć, zabawy z wędką na morzu czyli BigGame, często spotykaną atrakcją są wizyty Delfinów na otwartych wodach, a dla naprawdę dużych szczęściarzy znajdzie się nawet widok wielorybów. W głąb lądu również jest olbrzymia ilość atrakcji, które mogą nacieszyć duszę każdego. Niemal każdy zakątek kraju oferuje nam coś innego, coś niesamowitego. Moim marzeniem, albo nawet i celem w przyszłości jest możliwość zjechania Chorwacji wzdłuż i w szerz. Kiedyś tam zamieszkam przez kilka miesięcy tylko biznes się rozkręci. Obiecuję! Wielu ludzi brnie do Chorwacji do Dubrovnika, zapewne piękne miasto, ale tabuny turystów jakoś sprawiają, że nie mam ochoty go odwiedzić, za to na mojej liście destynacyjnej znajduje się Zadar ze swoimi morskimi organami. Chyba jedne z dwóch na świecie. Kolejne znajdują się chyba w San Francisco. Woda pod wpływem falowania morskiego zostaje wtłaczana do rur, które są zbudowane jak wielkie organy kościelne, a te wygrywają muzykę morza, która jest inna w zależności od wielkości fal i pogody.
Jeśli masz możliwość wakacji, a nie wiesz dokąd jechać, wybór powinien zostać prosty. Chorwacja. Blisko, w przystępnej cenie, miło i zadziwiająco! Naprawdę z całego serca polecam wycieczkę i czekam na Wasze relacje z tego wypadu. Post opływa w zdjęcia, ale to dlatego, że nie sposób tylko opisać wspaniałości tego kraju i każdego zakątku jaki przed nami kryje.

14549

Reklamy