Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli robisz to co zawsze nie możesz oczekiwać wyników innych niż zawsze. Podążając za tą doktryną, zanim rozpocznę swoje przemyślenia chciałbym Was poprosić o wykonanie zadania:tak

  1. Przypomnijcie sobie chwilę w której czuliście się silni i pewni siebie
  2. Przybierzcie możliwie najbliższa fizjologię powiązaną z tamtym momentem: tj. Stańcie w tej samej pozycji, myślcie o tym samym
  3. Zamknijcie oczy
  4. Wyobraźcie sobie tę chwilę najmocniej i najrealniej jak tylko dacie radę
  5. W kulminacyjnym momencie tego przeżycia zaciśnijcie pięści i powiedzcie mocne stanowcze TAK
  6. Oddychajcie tak jak w tamtej sytuacji z przeszłości
  7. Ponownie odtwórzcie tę chwilę i zakończcie ją słowem TAK
  8. Powiedzcie ważne dla Was zdanie, tonem zdecydowanym i maksymalnie zdeterminowanym i zakończcie to tym samym ruchem co poprzednio. Zaciśnięte pięści i mocne TAK

Jest to ćwiczenie, które znalazłem w książce Thonego Robbinsa „Nasza moc bez granic”. Polega ono na uwarunkowaniu słowa TAK. Powtarzaj to ćwiczenie przed podjęciem każdego zadania. Jeśli wyjątkowo mocno wyobrazisz sobie majestatyczny moment z twojego życia i uwarunkujesz go z zaciśniętymi pięściami i słowem TAK, twoja podświadomość nastroi twoje ciało na ten cel i przyjdzie Ci on o wiele prościej. W bardziej zaawansowanym etapie będzie starczyło wypowiedzenie samego słowa TAK lub zaciśnięcie pięści.

Jak to jest, że część ludzi bardzo dobrze przewodzi ludźmi, dochodzi do fortuny, żyje lepiej, a summa summarum nie robi nic nadzwyczajnego, albo robi o wiele mniej niż przeciętny człowiek. Niemal w każdej pracy mamy wytyczane jakieś limity, targety, cele itp. Ich wykonanie często decyduje o naszym rozwoju, awansie, zasobności portfela, jakości życia. Ci ludzie którym przychodzi to łatwiej po prostu nauczyli się kierować swoją podświadomość na te cele mocniej, lepiej i trafniej niż przeciętny Kowalski.

Podświadomość, to część nas odpowiedzialna za przechowywanie i gromadzenie wspomnień. Co więcej, owocuje ona tym czym ją karmimy, więc jeśli swoje uczucia będziemy kierować ku nienawiści, pechowi, nieszczęściu to też tak samo będzie nam się wiodło i tak samo będziemy się czuć. Przecież, robiąc to samo, nie można oczekiwać niczego nowego.

Bardzo lubię czytać książki, a aktualnie jestem w trakcie lektury wspomnianego wcześniej Anthonego Robbinsa, który dziwnym zbiegiem okoliczności potwierdził moje spostrzeżenia. Do czego zmierzam, kilka dni temu uczestniczyłem w wyścigu ulicznym. Ja zwykły 27 latek ze sporą nadwagą, ważę 100kg przy 177cm wzrostu, więc szału nie ma. Wystartowałem w biegu, praktycznie bez żadnego przygotowania, długość trasy wynosiła 10km, a przed biegiem trzy krotnie pokonałem odcinek 5km. Nie przygotowałem ciała na taki wysiłek, który powinien być mu obcy. Treningi 5km pochłaniały mi ok 40min biegu, więc czas również był bez szału. W momencie startu w mojej głowie nie było nic, nie zakładałem, że przebiegnę, ale też nie zakładałem że nie przebiegnę. Chciałem się po prostu sprawdzić. Sędzia krzyknął start i ruszyłem. Ja pomiędzy niemal dwoma tysiącami ludzi. Na starcie, każdy mnie wyprzedzał, ale nie zrażałem się tym, brnąłem swoim tempem. Kilometr za kilometrem zbliżałem się ku mecie. Moim założeniem było ukończenie biegu w 1h 15min. Trasy nie znałem, a ta okazała się bardzo trudna, z licznymi górkami, a najdłuższa z nich mierzyła 1.5k długości. Po ok 7km rozpoczęła się we mnie bitwa, ale bieg ukończyłem. Najważniejsze w tym wszystkim są fakty, że ukończyłem bieg, nie zatrzymałem się ani razu, a całą trasę sukcesywnie delikatnie przyspieszałem, a końcowy wynik był o 15min lepsze niż moje najśmielsze oczekiwania. Po uwzględnieniu bardzo trudnej i wymagającą trasy wynik cieszy tym bardziej. Naprawdę jestem z siebie dumny, ale co pozwoliło mi ukończyć ten wyścig?  Po 7km rozpoczęła się bitwa w mojej głowie, i właśnie ten bieg ukończyłem głową, a nie siłami fizycznymi. W trakcie biegu, nie myślałem „nie, nie dam rady” albo pozytywniej „Nie, nie zatrzymam się”. W mojej głowie kłębiła się tylko jedna myśl „tak, ukończę ten bieg”. Nie pozwalałem dojść do słowa w mojej podświadomości żadnej negatywnej myśli lub myśli pozytywnej, ale o wydźwięku negatywnym. Po prostu dostarczyłem jej już obraz siebie na mecie i ona tego dokonała. I tak o to mogę się szczycić ukończonym biegiem, nową koszulką, smykałką do biegania, dobrą formą, a przede wszystkim utwierdzeniem siebie w przekonaniu, że mogę wszystko.

Na Youtube istnieje autor programu sukces.pl. W jednym ze swoich filmów mówił, że przygotował się do maratonu w zaledwie miesiąc, do niedzieli uznawałem to za bzdurę, a teraz wierzę w to tak samo jak on. Na Youtube znajdziemy Krzysia Króla z Tajlandii, który przygotowuje się do Runmageddon’u, jego kolega już Janek ukończył ten wyścig i wyciągnął takie same wnioski jak ja. Skoro oni mogą, to czemu ja nie mogę? Czemu Ty nie możesz? Skoro każdy z tej trójki operuje potężnymi pieniędzmi czemu My nie możemy? Musimy tylko odpowiednio na to zapracować, a pracę rozpocząć musimy od nastrojenia swojej podświadomości magicznym słowem „TAK”. Cokolwiek robicie, mówcie TAK. Ktoś stawia wam wyzwanie, uważacie je za przydatne? Zaciskamy pięści mówimy TAK. To moje takie delikatne spostrzeżenie na temat tego słowa, ale przecież nie jestem jedyny. Anthony Robbins potwierdza tą teorię w swoich książkach wielokrotnie. Rhonda Bhyrne w książce „Sekret”, która kilka lat temu podbiła rynek literatury wspomina wielokrotnie o magii przyciągania. To o czym mówimy, to w co wierzymy zostanie przyciągnięte i nawet jeśli okoliczności nie będą w stanie, nasza podświadomość tak zdeterminuje otoczenie, że osiągniemy to w co wierzymy. Dwoje dużych autorów to mało? Joseph Murphy „Potęga podświadomości”. Jego największe dzieło, całe poświęcone właśnie nastrajaniu naszej podświadomości.

Nasz mózg jest jak potężny komputer, jeśli wgramy do niego program TAK i nakierujemy jego zasoby na ten program, zamiast facebook, twitter, nowe buty itd. na pewno wzmocni to odczucie i przybliży nas do celu. Oczywiście, nie możemy popadać w skrajność i nie robić nic poza mocnym myśleniem bo to nie ten rodzaj CUDu. Samo się nic nie zrobi, a sukcesy mierzone na wielką skalę wymagają od nas koordynacji ciała i podświadomości co kosztuje nas sporo wysiłku i pracy.  Przecież dążenie do celu jest szczęściem samym w sobie, a osiągnięcie go to już tylko nagroda zwieńczająca sukces. Zachęcam do zadbania o swój komputerek i przeprogramowanie go w sposób, który przyniesie nam lepsze rezultaty.

Podobno, człowiek używa tylko 10% możliwości swojego mózgu, a co jeśli nastrojenie naszej podświadomości pozwoli nam osiągnąć 12%. Niby 2%, ale pozwala nam to być o 20% lepszym niż ludzie używający 10%, a to już robi dużą różnicę. Zachęcam, do pracy nad swoją podświadomością. Nad rozwojem samego siebie, nad dążeniem do awansów bo przecież rozwój i osiąganie nowych pułapów to tak wspaniałe doświadczenie.

Reklamy