Tak jak wspominałem w kilku poprzednich wpisach, właśnie kończę czytać książkę Anthonego Robbinsa pod tytułem „Nasza moc bez granic”.  Dziś dokończę ostatni rozdział i będę mógł umieścić ją w dziale „przeczytane”. Dlaczego opisuję ją przed dokończeniem lektury? Bo jest wyśmienita! Ale o czym ona jest, dlaczego warto po nią sięgnąć i jakie ma wady dowiecie się w kolejnych akapitach. Najpierw przybliżę Wam kim jest Tony Robbins i jak na niego trafiłem.

Autor urodził się w USA w stanie California w 1960r i znany jest z doradztwa życiowego i motywacji. Zalicza się do największych guru tej dziedziny biznesu. W swojej karierze wydał kilka książek, a ta o której chce Wam dziś opowiedzieć była jego pierwszą, a oryginalny tytuł nosi nazwę „Unlimited Power”, czyli nieskończona siła w najprostszym tłumaczeniu. Sięgnąłem po nią po obejrzeniu jednego z wielu filmów Krzysztofa Króla, który opowiadał w nim jak doszedł do swojego sukcesu, jak zaczynał i jak wyglądała jego ścieżka. W tym właśnie filmie namawiał do przeczytania tej lektury, a ja jak widać na załączonym obrazku, uległem jego namowom. Nie żałuję swojej decyzji, a w najbliższej przyszłości na pewno sięgnę po kolejne jego tytuły. Prawdopodobnie kolejnym będzie jego najnowsze dzieło pod tytułem „Money”. Czas jednak pokaże co będzie.

Co mogę Wam jednak powiedzieć o książce? Po pierwsze, nie taki diabeł straszny jak go malują. Tony w swojej literaturze stawia na jakość, ale też na ilość. Na samym początku ostrzega nas, że książka będzie długa i taka jest. Polski przekład ma ponad 540 stron druku, co sprawia, że wygląda na grubą i opasłą. Podzielona jest na 21 rozdziałów, co przy średnim tempie czytania jednego rozdziału dziennie, pozwala nam ją ukończyć w równe trzy tygodnie. Każdy rozdział, w moim przypadku pochłaniał ok 30-40min. Tak samo Krzysztof Król ostrzegał niedawno w jednej ze swoich relacji na żywo, że książki Robbinsa są długie, co może odstraszać. Co jednak podoba mi się w tej książce? Zawarta w niej obietnica. Autor na początku wyjaśnia dlaczego dzieło jest takie długie, ale gwarantuje za to dużą dawkę wiedzy i praktycznych wskazówek. Rozdziały są logicznie podzielone, nie skaczemy z tematu w temat. Jeśli coś powoli wykracza poza granicę danej części, autor wyjaśnia w którym rozdziale rozwiniemy niedopowiedzenia, aby nie tworzyć chaosu i ułożyć całą układankę w jedną logiczną całość. Do wielu wskazówek, sam się stosuje lub czasem próbuję stosować. Moim ulubioną częścią jest rozdział wyjaśniający wpływ diety na nasze samopoczucie. Od tygodnia stosuję niektóre, wybrane wskazówki. Pisarz namawia do przejścia na wegetarianizm, a ja jednak krwistego steka czy prawdziwego schabowego odmówić sobie nie potrafię. Są jednak rzeczy,których nie da się zmienić :). No ale co z tą dietą? Co z tym żywieniem? Stosuję to od tygodnia, a chcę wytrzymać do końca kwietnia z małą przerwą na Wielkanoc. Na chwilę obecną chyba zgubiłem z 2kg, czuję się świetnie, jem dobrze, nie mam problemów z głodem czy odmawianiem sobie czegokolwiek, a co równie ważne, mój portfel prawie wcale tego nie odczuł. Tygodniowa różnica w żywieniu podejrzewam, że wynosi około 5GBP, więc patrząc na angielskie warunki to niemal nic. W Polsce, z lekkimi wariacjami myślę, że udało by mi się to z nadwyżką 100zł w skali miesiąca lub nawet mniej jeśli posiłki były by mniej urozmaicone. Środkowa część książki (nie jestem w stanie powiedzieć teraz, które dokładnie rozdziały) może nużyć kogoś, kto się nie interesuje tematami rozwoju lub zamknie się na spostrzeżenia autora. Niektóre rozdziały opływają w trudne i rzadkie słownictwo, jednak pozwala nam to uczyć się nowych słów i może, kiedyś w jakimś towarzystwie zabłyśniemy ową mową. Mnie jednak one nie nudziły, ale wiem, że nie wszystkie techniki zastosuję w sowim życiu, a na pewno nie od razu. Wspomniane rozdziały nazwijmy „nudy” znakomicie rekompensują pozostałe takie jak ten o wspomnianej diecie, wierze w możliwości, naśladownictwie jako punkcie wyjścia , czy cała trzecia część książki to kawał dobrej, jasnej roboty.

Jeśli miałbym porównywać tę książkę do wcześniej opisanych i przeczytanych, postawiłbym ją na drugim miejscu zaraz za Tao Te Ching, które notabene Tony bardzo często cytuje i przytacza jej sentencje. „Nasza moc bez granic” to kawał solidnej lektury, którą ktoś, kto chce poprawić jakość swojego życia i rozwijać swoją osobowość po prostu musi przeczytać. Jeden z jej rozdziałów nakłania nas do naśladowania ludzi, którzy odnieśli większy sukces w swoim życiu nim my. Ja nie żałuję, że posłuchałem Krzysia Króla i poszedłem za jego słowem sięgając po ten tytuł. Książka naprawdę warta polecenia, przynosząca efekty, oparta na doświadczeniach i pomagająca spojrzeć troszkę inaczej na wszystko co nas otacza. Teraz pora na chwilę umysłowej relaksacji, czyli troszkę literatury fantasy, ale przed rozpoczęciem lata wracamy z kolejnymi etapami rozwoju!

 

 

 

 

 

 

Reklamy